środa, 1 stycznia 2020

Nowy rok.

Nowy rok się zaczął.
Mówi się nowy rok, nowa ja.
Ale czy ja serio jestem taka nowa?

Już od samego początku nie zrobiłam jednego z moich postanowień, a jeśli chodzi o drugie to mam wątpliwości.

W sylwestra oczywiście nie ominęła mnie kłótnia i dyskusja.
Nie wiem, czy to jakiś ukryty stres związany z zakończeniem starego roku, chociaż w sumie oni zawsze się wszystkiego czepiają, nie tylko od święta.

Rodzice postanowili nagle zapytać się o moje plany na przyszłość, a konkretnie na ten rok.
Jednym słowem. Mam albo iść na studia, ale sobie też na nie zarobić albo iść do pracy.
Mam inne plany na ten rok i rozważałam już nad różnymi decyzjami i opcjami, także jak praca to tylko taka w domu.
Do takiego wniosku doszłam.

Ale wracając.
Ze strony mamy to było bardziej takie: ,,Idź do pracy, to sobie zarobisz na to co będziesz chciała i nie bedziesz musiała się nas o to pytać".
Ze strony ojca: ,,Idź do pracy, bo ja nie będę na Ciebie łożył, a jak zarobisz to się będziesz jeszcze dokładać do rachunków".

Głównie ta "dyskusja" wynikła przez ojca, który nie wiedząc jakie mam plany na ten rok i przyszłość, zaczął narzucać mi swoją wolę.
Btw jakby to oni w ogóle coś mi kupowali XD. Zawsze jak coś chciałam to musiało to być dosyć tanie, a ja musiałam trafić w odpowiedni moment, żeby o tym powiedzieć i powtarzać przez kilka kolejnych dni. W sumie to nawet nie ich, bo jej. Mamy, bo ona jeszcze jako tako się godziła, bo ojciec to zaraz dorzuca nikomu nie potrzebne uwagi i wpierdala się w rozmowę, która go nawet nie dotyczy.

Zastanawiam się po co ludziom dzieci.
Albo nie mają czasu się nimi zająć albo im potem wytykają, że coś jest przez nich.
,,Dlaczego nie chodzę do pracy ? No, a kto się Tobą zajmie ?", po czym odpowiadasz, że nie masz przecież 5 lat i dasz sobie radę, na co otrzymujesz odpowiedź ,,Jasne, żeby mnie policja zgarnęła, że zostawiam dziecko samo bez opieki", bądź ,,Nie, bo jeszcze coś się stanie". 

A jak ktoś ma więcej dzieci to już w ogóle masakra, bo jeden coś chce, potem drugi i na trzeciego nie wystarcza.
Wiecie kto ma najgorzej?
Średnie dziecko.
Tak.
Nie to najmłodsze, którego starsze rodzeństwo może denerwować i wrabiać w to, że przecież ten guzik od pilota wyrwał on, a nie wy.
Nie to najstarsze dziecko, które jak gdzieś wychodzi musi zabrać to młodsze ze sobą albo w ogóle nie może wyjść, bo ma się nimi zająć.
Nie.
Najgorzej ma to środkowe dziecko.
Najmłodszy to wiadomo, najbliżej matki, trzeba się nim zająć, mu się wszystko należy.
Najstarszy to przecież pierwsze dziecko, tak bardzo wyczekiwane, a skoro najstarsze to i najmądrzejsze, więc to ono ma zawsze rację.
A średni? Średni nie ma nic.
Nie należy mu się tyle uwagi co młodszemu, bo nie ma być już dzieckiem, tylko dorosłym. Nie należy mu się poparcie, bo nie jest tym pierwszym dzieckiem, które najlepiej rozumie sytuację starszych osób. 

Czuje się totalnie niepotrzebna.
Wszystkie złe rzeczy od starszego i młodszego rodzeństwa należy zarzucać mi.
Jak się czepiać o wszystko to zawsze kogo?
Oczywiście, że mnie.
Ktoś ma coś sprzątnąć, no jak to kto? Ja, bo najmłodszy sobie nie poradzi. Ale chwila. On ma już 13 lat. I jak to? Nie umie odkurzyć? No oczywiście, że umie, ale ja to zrobię przecież szybciej, bo jestem bardziej "ogarnięta".
To dlaczego najstarszy tego nie zrobi? No, bo on się przecież już napracował, co z tego, że jest tylko rok starszy, ty masz to zrobić i koniec.

Ostatnio mam ochotę im "wygarnąć" co się ze mną dzieje, bo to jak bardzo oni są nieświadomi wielu rzeczy, jest aż straszne. 

Odganiam od siebie złe myśli jak tylko mogę. Będę się starać dążyć do celu, który sobie wyznaczyłam, nie pozwalając tym złym myślom przejąć kontroli nad moim życiem. Albo wyjdzie albo nie. Jak nie spróbuję to się nie dowiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz