Nie wiem co zrobić.
Znowu moje zagubienie wraca.
Najlepiej bym siedziała tylko w domu, spała albo słuchała muzyki.
No ewentualnie czytała jeszcze książki, byle by oderwać się od tego świata.
Ostatnio znowu rozmyślałam nad życiem i śmiercią.
Chciałabym zaznać spokoju, ale jak sobie pomyśle, że osoby, które spotkałam w tym życiu znikną na zawsze, to nie potrafię podjąć decyzji, co zrobić dalej.
Czytałam ostatnio swój chiński znak zodiaku. 2020 rok zapowiada się obiecująco. W sumie może się sprawdzić, to co planuje od dłuższego czasu. Jest koniec roku, a to sprzyja nowym decyzjom i zmianom.
Mogę wziąć się za swoje życie i dążyć do celów, jakie sobie wyznaczyłam i spełniać marzenia.
Ale w sumie poddanie się i życie z dnia na dzień jest łatwiejsze do zrobienia.
Spróbuje się za siebie wciąć i zrobić to czego pragnę.
Inna rzecz, która nie daje mi spokoju to pies.
Mam w domu aktualnie sześć zwierząt. Pięć psów i jednego kota.
W sumie to jeden pies i kot są mojej siostry, ale są w tym samym domu, więc to tak jakby były też moje.
Urodził się ostatnio szczeniaczek. A w zasadzie to nawet dwa, jednak ten jeden mając jakieś 3 dni zdechł, nikt nie wie dlaczego. Możliwe, że matka na nim usiadła i go po prostu zadusiła, ale inna teoria to to, że mogła doznać jakiegoś urazu po tym, jak podczas porodu pies wyskoczył z koszyka w którym rodził i pociągnął ją za sobą, bo piesek nie zdążył się do końca urodzić.
Smutne, ale to nie o tym ten temat.
Jej siostra jest cała i zdrowa, a ja zastanawiam się co z nią zrobić.
Od samego początku było ustalone, że nie zostawiamy żadnego pieska, bo mamy ich już w zupełności, więc nie nastawiałam się na nic z góry. Nie chciałam brać jej na ręce, ani nadawać jej imienia, jak to potrafiłam robić w latach poprzednich, żeby się nie przyzwyczajać, ale kiedy została sama, wszystko uległo zmianie. Jej matka totalnie nie nadawała się na opiekę. Nie miała w sobie za grosz matczynej opieki. Tak, karmiła ją, ale nie siedziała z nią, tak jak chociażby dwie inne suki, które mam w domu, a które miały też już dzieci.
Moja siostra zaczęła mówić, że wolałaby, żeby ona została w rodzinie, żeby wziął ją jakiś znajomy, ciocia, bądź kuzynka, a potem zaczęła mówić, że ją zostawiamy, a ja wciąż trzymałam ją na dystans. Dopóki nie wzięłam jej do siebie do pokoju i nie leżałam z nią.
Pisząc teraz te słowa czuję, że lada moment moje łzy zaczną płynąć.
Przyzwyczaiłam się do niej i nie chcę jej oddawać.
Ale z drugiej strony, mam już wystarczająco dużo psów, więc na co mi kolejny.
Jednak, kiedy patrzę w jej oczka, wiem że nie będę miała serca jej komu kol wiek oddać.
Nie wiem co teraz robić, a ona sama by tęskniła za rodzicami, których ma teraz i osobami, które ją przytulają, czasem opieprzą, kiedy trzeba, ale wciąż ją kochają.
Nie potrafię podejść do tego pieska w inny sposób. Nie potrafię się jej ''pozbyć'', ale mam też problem z tym, że mogłaby zostać.
Nie wiem co teraz robić.
Rodziców nie ma, więc mam jeszcze kilka dni na zastanowienie się, ale myślę, że to nic nie da.
Ona jest szczeniakiem.
Trzeba dać jej czas do nauczenia się wszystkiego.
Od załatwiania się na dworze, po podawanie łapki, przez samokontrole.
Mam teraz czas. Nie ma problemu, ale nie wiem co zrobić.
Opieka nad pieskiem nie jest taka ciężka, szczególnie, kiedy od małego jest szkolona, ale samemu to nie takie proste. Taki piesek marudzi i wiele innych. Mam doświadczenie ze szczeniakami, w końcu wiele razy miałam je w domu, ale teraz sama nie wiem.
Myślę, że jakby ktoś mi przy tym pomagał byłoby o wiele łatwiej.
I myślę też, że największym problemem, który mnie blokuje to to, że sama nie potrafię zapanować nad sobą. Zbyt często wycofuje się z życia i mam ochotę zniknąć, a opieka nad kimś nie jest mi pisana. Nie nadaję się na rodzica, ale kiedy ona by zniknęła myślę, że moje serce pękło by na jeszcze więcej kawałków, niż teraz jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz