Obejrzałam wczoraj Krainę lodu 2.
Bardzo spodobała piosenka ,,Chcę uwierzyć snom''.
Zakochałam się z niej normalnie.
Jestem zmęczona i nie wiem co pisać.
Dzieją się tak nudne rzeczy, że nie ma co robić.
Od nowego roku pracuję nad pewną rzeczą, a właściwie nad kilkoma.
Nie mogę się doczekać, aż zacznę wdrażać to w życie.
Początek tego roku to oczekiwanie i nudy.
Siedząc w domu, nie mam zbytnio adrenaliny w życiu.
Rok 2020 zacznie być ciekawszy w swojej drugiej połowie.
W sierpniu wychodzi kontynuacja ,,Acid Town'', której nie było przez długi czas.
W październiku anime ,,Ku twej wieczności''.
No mówię. Nic ciekawego nie ma teraz, no chyba, że coś mi umknęło.
AriLeeLonely
niedziela, 19 stycznia 2020
środa, 1 stycznia 2020
Nowy rok.
Nowy rok się zaczął.
Mówi się nowy rok, nowa ja.
Ale czy ja serio jestem taka nowa?
Już od samego początku nie zrobiłam jednego z moich postanowień, a jeśli chodzi o drugie to mam wątpliwości.
W sylwestra oczywiście nie ominęła mnie kłótnia i dyskusja.
Nie wiem, czy to jakiś ukryty stres związany z zakończeniem starego roku, chociaż w sumie oni zawsze się wszystkiego czepiają, nie tylko od święta.
Rodzice postanowili nagle zapytać się o moje plany na przyszłość, a konkretnie na ten rok.
Jednym słowem. Mam albo iść na studia, ale sobie też na nie zarobić albo iść do pracy.
Mam inne plany na ten rok i rozważałam już nad różnymi decyzjami i opcjami, także jak praca to tylko taka w domu.
Do takiego wniosku doszłam.
Ale wracając.
Ze strony mamy to było bardziej takie: ,,Idź do pracy, to sobie zarobisz na to co będziesz chciała i nie bedziesz musiała się nas o to pytać".
Ze strony ojca: ,,Idź do pracy, bo ja nie będę na Ciebie łożył, a jak zarobisz to się będziesz jeszcze dokładać do rachunków".
Głównie ta "dyskusja" wynikła przez ojca, który nie wiedząc jakie mam plany na ten rok i przyszłość, zaczął narzucać mi swoją wolę.
Btw jakby to oni w ogóle coś mi kupowali XD. Zawsze jak coś chciałam to musiało to być dosyć tanie, a ja musiałam trafić w odpowiedni moment, żeby o tym powiedzieć i powtarzać przez kilka kolejnych dni. W sumie to nawet nie ich, bo jej. Mamy, bo ona jeszcze jako tako się godziła, bo ojciec to zaraz dorzuca nikomu nie potrzebne uwagi i wpierdala się w rozmowę, która go nawet nie dotyczy.
Zastanawiam się po co ludziom dzieci.
Albo nie mają czasu się nimi zająć albo im potem wytykają, że coś jest przez nich.
,,Dlaczego nie chodzę do pracy ? No, a kto się Tobą zajmie ?", po czym odpowiadasz, że nie masz przecież 5 lat i dasz sobie radę, na co otrzymujesz odpowiedź ,,Jasne, żeby mnie policja zgarnęła, że zostawiam dziecko samo bez opieki", bądź ,,Nie, bo jeszcze coś się stanie".
A jak ktoś ma więcej dzieci to już w ogóle masakra, bo jeden coś chce, potem drugi i na trzeciego nie wystarcza.
Wiecie kto ma najgorzej?
Średnie dziecko.
Tak.
Nie to najmłodsze, którego starsze rodzeństwo może denerwować i wrabiać w to, że przecież ten guzik od pilota wyrwał on, a nie wy.
Nie to najstarsze dziecko, które jak gdzieś wychodzi musi zabrać to młodsze ze sobą albo w ogóle nie może wyjść, bo ma się nimi zająć.
Nie.
Najgorzej ma to środkowe dziecko.
Najmłodszy to wiadomo, najbliżej matki, trzeba się nim zająć, mu się wszystko należy.
Najstarszy to przecież pierwsze dziecko, tak bardzo wyczekiwane, a skoro najstarsze to i najmądrzejsze, więc to ono ma zawsze rację.
A średni? Średni nie ma nic.
Nie należy mu się tyle uwagi co młodszemu, bo nie ma być już dzieckiem, tylko dorosłym. Nie należy mu się poparcie, bo nie jest tym pierwszym dzieckiem, które najlepiej rozumie sytuację starszych osób.
Czuje się totalnie niepotrzebna.
Wszystkie złe rzeczy od starszego i młodszego rodzeństwa należy zarzucać mi.
Jak się czepiać o wszystko to zawsze kogo?
Oczywiście, że mnie.
Ktoś ma coś sprzątnąć, no jak to kto? Ja, bo najmłodszy sobie nie poradzi. Ale chwila. On ma już 13 lat. I jak to? Nie umie odkurzyć? No oczywiście, że umie, ale ja to zrobię przecież szybciej, bo jestem bardziej "ogarnięta".
To dlaczego najstarszy tego nie zrobi? No, bo on się przecież już napracował, co z tego, że jest tylko rok starszy, ty masz to zrobić i koniec.
Ostatnio mam ochotę im "wygarnąć" co się ze mną dzieje, bo to jak bardzo oni są nieświadomi wielu rzeczy, jest aż straszne.
Odganiam od siebie złe myśli jak tylko mogę. Będę się starać dążyć do celu, który sobie wyznaczyłam, nie pozwalając tym złym myślom przejąć kontroli nad moim życiem. Albo wyjdzie albo nie. Jak nie spróbuję to się nie dowiem.
środa, 18 grudnia 2019
Zagubiona.
Nie wiem co zrobić.
Znowu moje zagubienie wraca.
Najlepiej bym siedziała tylko w domu, spała albo słuchała muzyki.
No ewentualnie czytała jeszcze książki, byle by oderwać się od tego świata.
Ostatnio znowu rozmyślałam nad życiem i śmiercią.
Chciałabym zaznać spokoju, ale jak sobie pomyśle, że osoby, które spotkałam w tym życiu znikną na zawsze, to nie potrafię podjąć decyzji, co zrobić dalej.
Czytałam ostatnio swój chiński znak zodiaku. 2020 rok zapowiada się obiecująco. W sumie może się sprawdzić, to co planuje od dłuższego czasu. Jest koniec roku, a to sprzyja nowym decyzjom i zmianom.
Mogę wziąć się za swoje życie i dążyć do celów, jakie sobie wyznaczyłam i spełniać marzenia.
Ale w sumie poddanie się i życie z dnia na dzień jest łatwiejsze do zrobienia.
Spróbuje się za siebie wciąć i zrobić to czego pragnę.
Inna rzecz, która nie daje mi spokoju to pies.
Mam w domu aktualnie sześć zwierząt. Pięć psów i jednego kota.
W sumie to jeden pies i kot są mojej siostry, ale są w tym samym domu, więc to tak jakby były też moje.
Urodził się ostatnio szczeniaczek. A w zasadzie to nawet dwa, jednak ten jeden mając jakieś 3 dni zdechł, nikt nie wie dlaczego. Możliwe, że matka na nim usiadła i go po prostu zadusiła, ale inna teoria to to, że mogła doznać jakiegoś urazu po tym, jak podczas porodu pies wyskoczył z koszyka w którym rodził i pociągnął ją za sobą, bo piesek nie zdążył się do końca urodzić.
Smutne, ale to nie o tym ten temat.
Jej siostra jest cała i zdrowa, a ja zastanawiam się co z nią zrobić.
Od samego początku było ustalone, że nie zostawiamy żadnego pieska, bo mamy ich już w zupełności, więc nie nastawiałam się na nic z góry. Nie chciałam brać jej na ręce, ani nadawać jej imienia, jak to potrafiłam robić w latach poprzednich, żeby się nie przyzwyczajać, ale kiedy została sama, wszystko uległo zmianie. Jej matka totalnie nie nadawała się na opiekę. Nie miała w sobie za grosz matczynej opieki. Tak, karmiła ją, ale nie siedziała z nią, tak jak chociażby dwie inne suki, które mam w domu, a które miały też już dzieci.
Moja siostra zaczęła mówić, że wolałaby, żeby ona została w rodzinie, żeby wziął ją jakiś znajomy, ciocia, bądź kuzynka, a potem zaczęła mówić, że ją zostawiamy, a ja wciąż trzymałam ją na dystans. Dopóki nie wzięłam jej do siebie do pokoju i nie leżałam z nią.
Pisząc teraz te słowa czuję, że lada moment moje łzy zaczną płynąć.
Przyzwyczaiłam się do niej i nie chcę jej oddawać.
Ale z drugiej strony, mam już wystarczająco dużo psów, więc na co mi kolejny.
Jednak, kiedy patrzę w jej oczka, wiem że nie będę miała serca jej komu kol wiek oddać.
Nie wiem co teraz robić, a ona sama by tęskniła za rodzicami, których ma teraz i osobami, które ją przytulają, czasem opieprzą, kiedy trzeba, ale wciąż ją kochają.
Nie potrafię podejść do tego pieska w inny sposób. Nie potrafię się jej ''pozbyć'', ale mam też problem z tym, że mogłaby zostać.
Nie wiem co teraz robić.
Rodziców nie ma, więc mam jeszcze kilka dni na zastanowienie się, ale myślę, że to nic nie da.
Ona jest szczeniakiem.
Trzeba dać jej czas do nauczenia się wszystkiego.
Od załatwiania się na dworze, po podawanie łapki, przez samokontrole.
Mam teraz czas. Nie ma problemu, ale nie wiem co zrobić.
Opieka nad pieskiem nie jest taka ciężka, szczególnie, kiedy od małego jest szkolona, ale samemu to nie takie proste. Taki piesek marudzi i wiele innych. Mam doświadczenie ze szczeniakami, w końcu wiele razy miałam je w domu, ale teraz sama nie wiem.
Myślę, że jakby ktoś mi przy tym pomagał byłoby o wiele łatwiej.
I myślę też, że największym problemem, który mnie blokuje to to, że sama nie potrafię zapanować nad sobą. Zbyt często wycofuje się z życia i mam ochotę zniknąć, a opieka nad kimś nie jest mi pisana. Nie nadaję się na rodzica, ale kiedy ona by zniknęła myślę, że moje serce pękło by na jeszcze więcej kawałków, niż teraz jest.
Znowu moje zagubienie wraca.
Najlepiej bym siedziała tylko w domu, spała albo słuchała muzyki.
No ewentualnie czytała jeszcze książki, byle by oderwać się od tego świata.
Ostatnio znowu rozmyślałam nad życiem i śmiercią.
Chciałabym zaznać spokoju, ale jak sobie pomyśle, że osoby, które spotkałam w tym życiu znikną na zawsze, to nie potrafię podjąć decyzji, co zrobić dalej.
Czytałam ostatnio swój chiński znak zodiaku. 2020 rok zapowiada się obiecująco. W sumie może się sprawdzić, to co planuje od dłuższego czasu. Jest koniec roku, a to sprzyja nowym decyzjom i zmianom.
Mogę wziąć się za swoje życie i dążyć do celów, jakie sobie wyznaczyłam i spełniać marzenia.
Ale w sumie poddanie się i życie z dnia na dzień jest łatwiejsze do zrobienia.
Spróbuje się za siebie wciąć i zrobić to czego pragnę.
Inna rzecz, która nie daje mi spokoju to pies.
Mam w domu aktualnie sześć zwierząt. Pięć psów i jednego kota.
W sumie to jeden pies i kot są mojej siostry, ale są w tym samym domu, więc to tak jakby były też moje.
Urodził się ostatnio szczeniaczek. A w zasadzie to nawet dwa, jednak ten jeden mając jakieś 3 dni zdechł, nikt nie wie dlaczego. Możliwe, że matka na nim usiadła i go po prostu zadusiła, ale inna teoria to to, że mogła doznać jakiegoś urazu po tym, jak podczas porodu pies wyskoczył z koszyka w którym rodził i pociągnął ją za sobą, bo piesek nie zdążył się do końca urodzić.
Smutne, ale to nie o tym ten temat.
Jej siostra jest cała i zdrowa, a ja zastanawiam się co z nią zrobić.
Od samego początku było ustalone, że nie zostawiamy żadnego pieska, bo mamy ich już w zupełności, więc nie nastawiałam się na nic z góry. Nie chciałam brać jej na ręce, ani nadawać jej imienia, jak to potrafiłam robić w latach poprzednich, żeby się nie przyzwyczajać, ale kiedy została sama, wszystko uległo zmianie. Jej matka totalnie nie nadawała się na opiekę. Nie miała w sobie za grosz matczynej opieki. Tak, karmiła ją, ale nie siedziała z nią, tak jak chociażby dwie inne suki, które mam w domu, a które miały też już dzieci.
Moja siostra zaczęła mówić, że wolałaby, żeby ona została w rodzinie, żeby wziął ją jakiś znajomy, ciocia, bądź kuzynka, a potem zaczęła mówić, że ją zostawiamy, a ja wciąż trzymałam ją na dystans. Dopóki nie wzięłam jej do siebie do pokoju i nie leżałam z nią.
Pisząc teraz te słowa czuję, że lada moment moje łzy zaczną płynąć.
Przyzwyczaiłam się do niej i nie chcę jej oddawać.
Ale z drugiej strony, mam już wystarczająco dużo psów, więc na co mi kolejny.
Jednak, kiedy patrzę w jej oczka, wiem że nie będę miała serca jej komu kol wiek oddać.
Nie wiem co teraz robić, a ona sama by tęskniła za rodzicami, których ma teraz i osobami, które ją przytulają, czasem opieprzą, kiedy trzeba, ale wciąż ją kochają.
Nie potrafię podejść do tego pieska w inny sposób. Nie potrafię się jej ''pozbyć'', ale mam też problem z tym, że mogłaby zostać.
Nie wiem co teraz robić.
Rodziców nie ma, więc mam jeszcze kilka dni na zastanowienie się, ale myślę, że to nic nie da.
Ona jest szczeniakiem.
Trzeba dać jej czas do nauczenia się wszystkiego.
Od załatwiania się na dworze, po podawanie łapki, przez samokontrole.
Mam teraz czas. Nie ma problemu, ale nie wiem co zrobić.
Opieka nad pieskiem nie jest taka ciężka, szczególnie, kiedy od małego jest szkolona, ale samemu to nie takie proste. Taki piesek marudzi i wiele innych. Mam doświadczenie ze szczeniakami, w końcu wiele razy miałam je w domu, ale teraz sama nie wiem.
Myślę, że jakby ktoś mi przy tym pomagał byłoby o wiele łatwiej.
I myślę też, że największym problemem, który mnie blokuje to to, że sama nie potrafię zapanować nad sobą. Zbyt często wycofuje się z życia i mam ochotę zniknąć, a opieka nad kimś nie jest mi pisana. Nie nadaję się na rodzica, ale kiedy ona by zniknęła myślę, że moje serce pękło by na jeszcze więcej kawałków, niż teraz jest.
niedziela, 8 grudnia 2019
Zimowe opowiadanie.
***
- Pospiesz się Leo! - Krzyknął z dołu jego ojciec. Nienawidził, kiedy ktoś się spóźniał.
- Naprawdę muszę jechać? - Zwrócił się do matki.
- Ależ oczywiście. To ogromny zaszczyt dla nas.
- Zaszczyt? Będziemy wśród tych napuszonych ludzi, którzy kiedy tylko nadarzy się okazja próbują wbijać sobie szpile.
- Jesteś jeszcze młody. Nic nie rozumiesz.
- Kochanie ile można czekać na waszą dwójkę? - To znowu ojciec, stał już zniecierpliwiony u dołu schodów.
- Już, już. Założę jeszcze kolczyki i możemy jechać.
- Zawiąż poprawnie tą wstążkę synu. - Bez słowa sprzeciwu, chłopak zrobił co mu ojciec kazał.
***
Siedzieli w wozie. Chłopak wyglądał przez okno, a jego rodzice rozmawiali obgadując każdego, kto miał przybyć.
- Słyszałam, że królewski syn ma być na przyjęciu.
- Doprawdy? Który?
- Ten średni. Młodszy coś złapał, chyba grypę, a najstarszy przygotowuje się do objęcia tronu.
- Ale do tego jeszcze szmat czasu.
- Wiem. Nigdy nie zrozumiem tych królewskich nakazów.
- Nie nakazów, tylko zasad, kochanie.
- Tak, zasad. Przepraszam.
- Jest w Twoim wieku Leo. - Tym razem słowa były skierowane w stronę ich syna.
- Jest w Twoim wieku Leo. - Tym razem słowa były skierowane w stronę ich syna.
- Czemu milczysz Leonardzie? Źle się czujesz? - Odezwał się ojciec.
- Nie. Wszystko jest dobrze.
Zajechali pod pałac, w którym odbywał się bal.
- Zachowuj się tam synu. Nie będziemy tolerować twoich wybryków. I nie próbuj zbliżać się do nikogo z rodziny królewskiej, to że szlachcice nas zaprosili, wcale nie znaczy, że mamy takie przywileje jak oni.
- Dobrze. Nie przyniosę Wam wstydu.
***
Leo stał pod ścianą, rozglądając się w poszukiwaniu wyjścia. Jakaś grupka osób w jego wieku, przygląda mu się od dłuższego czasu. Chłopak ruszył się z miejsca i kątem oka widział, że oni poczynili to samo. Wyszedł przez jakieś drzwi i skierował się korytarzem w stronę ogrodu. Wyglądało na to, że młodzież nie zamierzała dać mu spokoju, wciąż za nim podążając.
- Hej! Stój! - Leo nie zareagował, tylko przyspieszył kroku, mając nadzieje, że kiedy już wkroczy do ogrodu, a jego buty dotkną śniegu, który zasypał wszystko wokół, tamci dadzą mu spokój. Nic bardziej mylnego, oni też przyspieszyli, a wręcz biegli.
- Głuchy jesteś? Wołałem do Ciebie.
- Czego chcecie?
- Nie pochodzisz z rodziny szlachetnej. Ta twoja matka myśli, że jak nasi rodzice wysłali zaproszenie waszej rodzinie, to może się tutaj tak panoszyć?!- Chłopiec był otoczony przez czworo innych chłopaków w jego wieku.
- Daj spokój mojej matce.
- Teraz się za nią wstawiasz? Przecież widziałem, że nie odpowiada Ci ich towarzystwo.
- Nic nie wiesz. Daj mi spokój.
- Dać Ci spokój? Tego właśnie chcesz? Dobra, ale najpierw mała lekcja pokory. - Brunet z krzywym nosem i ustami tak pogryzionymi, jakby go myszy dopadły wymierzył cios chłopakowi w splot słoneczny, po czym inny kopnął go w głowę.
- Hej,hej, hej ! - Krzyknął ktoś schowany za filarami.
- Cóż takiego zrobiłeś, że zasłużyłeś na taką karę? - Powiedział przystojny, młody brunet wyłaniając się z ukrycia, pomagając wstać leżącemu i wręczając mu przy tym chusteczkę.
- Przepraszamy! - Nie wyjaśniając nic więcej cała czwórka ukłoniła się tylko i szybko uciekła z powrotem na sale balową.
- Dokuczają Ci? Kim jesteś, bo nie przyszło mi Cię jeszcze poznać?
- Leo. Wybacz, ale kim ty jesteś?
- Zwą mnie William. Dla przyjaciół Will.
- William? Wybacz, ale nie kojarzę.
- Tym lepiej. Chodźmy, nie wygląda to najlepiej.
- Hej! Stój! - Leo nie zareagował, tylko przyspieszył kroku, mając nadzieje, że kiedy już wkroczy do ogrodu, a jego buty dotkną śniegu, który zasypał wszystko wokół, tamci dadzą mu spokój. Nic bardziej mylnego, oni też przyspieszyli, a wręcz biegli.
- Głuchy jesteś? Wołałem do Ciebie.
- Czego chcecie?
- Nie pochodzisz z rodziny szlachetnej. Ta twoja matka myśli, że jak nasi rodzice wysłali zaproszenie waszej rodzinie, to może się tutaj tak panoszyć?!- Chłopiec był otoczony przez czworo innych chłopaków w jego wieku.
- Daj spokój mojej matce.
- Teraz się za nią wstawiasz? Przecież widziałem, że nie odpowiada Ci ich towarzystwo.
- Nic nie wiesz. Daj mi spokój.
- Dać Ci spokój? Tego właśnie chcesz? Dobra, ale najpierw mała lekcja pokory. - Brunet z krzywym nosem i ustami tak pogryzionymi, jakby go myszy dopadły wymierzył cios chłopakowi w splot słoneczny, po czym inny kopnął go w głowę.
- Hej,hej, hej ! - Krzyknął ktoś schowany za filarami.
- Cóż takiego zrobiłeś, że zasłużyłeś na taką karę? - Powiedział przystojny, młody brunet wyłaniając się z ukrycia, pomagając wstać leżącemu i wręczając mu przy tym chusteczkę.
- Przepraszamy! - Nie wyjaśniając nic więcej cała czwórka ukłoniła się tylko i szybko uciekła z powrotem na sale balową.
- Dokuczają Ci? Kim jesteś, bo nie przyszło mi Cię jeszcze poznać?
- Leo. Wybacz, ale kim ty jesteś?
- Zwą mnie William. Dla przyjaciół Will.
- William? Wybacz, ale nie kojarzę.
- Tym lepiej. Chodźmy, nie wygląda to najlepiej.
***
- A więc jesteś księciem? Wybacz j-ja nie w-wiedziałem. - Powiedział Leo kłaniając się przy tym.
- Tak. Średnim tak dokładniej. Zostałem wybrany jako przedstawiciel rodziny królewskiej na tym przyjęciu.
- Jesteśmy w tym samym wieku. Matka mi powiedziała, kiedy tu jechaliśmy.
- Tak? To chyba dobrze.
- Przepraszam. Nie powinienem. Jesteś księciem, j-ja.
- Daj spokój. Nie lubię tej całej gadaniny. ,,Paniczu nie powinieneś się brudzić, tak nie przystoi'', ,,Proszę się zwracać się do członka, rodziny królewskiej w taki sposób''. Mam 14 lat, nie chcę być tak traktowany, wolę biegać po lesie w deszczowe dni, skakać w kałużach i w ogóle nie przejmować się tą całą etykietą.
sobota, 7 grudnia 2019
Życie i Śmierć.
Życie jako optymista musi być bardzo fajne.
Idąc spać myślisz już o tym, co przyniesie następny dzień.
Budząc się cieszysz się każdym oddechem, promieniami słońca kryjącymi się za chmurami, nawet podczas wielkich zachmurzeń.
Burza jest pozytywna, bo przynosi deszcz, a wraz z deszczem przychodzi życie.
Życie dla zwierząt, ludzi i roślin.
W złych rzeczach widać dobro.
Nawet jak go nie widać, to pozostaje wiara w lepsze jutro.
Życie jako pesymista musi być bardzo ciężkie.
Wszystko jest przygnębiające.
W słoneczny dzień jest źle. W deszczowy, jeszcze gorzej.
Nic nie przynosi szczęścia.
Życie jest straszne, współczujesz każdej osobie, czy to młodej, czy starej.
Współczujesz zwierzętom i rośliną.
Nic nie potrafi przynieść prawdziwego szczęścia.
Życie w depresji jest negatywne.
Przynosi wiele cierpienia.
Myśli samobójczych i złych czynów.
Ale są plusy.
Tak. Plusy w tym wielkim bagnie zwanym życie.
Widzę więcej niż inni. To jest fakt.
Rozmyślam nad sensem istnienia.
Z początku czułam się z tym dziwnie.
Czułam się strasznie.
Zadawałam sobie pytanie, dlaczego ja to ja, dlaczego nie urodziłam się jako ktoś inny.
Co się ze mną stanie kiedy umrę. Czy moja świadomość będzie, gdzieś tam krążyć po świecie bez celu.
Teraz wiem, że żyję. Już się nie obawiam śmierci.
Nie boję się co się ze mną stanie kiedy moje życie się skończy.
Gdzieś tam wciąż będę.
Nie przeraża mnie wizja siebie gdzieś w ziemi, bo wiem, że potem wciąż mnie coś czeka.
Śmierć nie jest moim wrogiem.
Nigdy nim nie była.
Życie też nim nie jest, ono dało mi po prostu wolną rękę.
Jednak wciąż decyduje, kiedy się zakończy.
Ustala to ze śmiercią.
Życie i śmierć, to nie wrogowie.
Życie i śmierć jest jak księżyc i słońce.
Kochają się.
Nie mają prawa bytu bez siebie nawzajem, ale nie mogą ze sobą być.
Nawet oni odczuwają stratę. Byli z nami przez cały ten czas.
Są smutni, kiedy czyjeś życie się skończy, ale tak to wygląda.
Ich plany są często krzyżowane, kiedy jakaś zagubiona dusza zdecyduje za nich, ale oni nie są źli. W końcu sami tak ustalili. Życie dało nam wolną rękę co do wyborów, a śmierć się z tym zgodziła.
Cierpią, kiedy sami podejmiemy tą decyzje, ale ją rozumieją.
Idąc spać myślisz już o tym, co przyniesie następny dzień.
Budząc się cieszysz się każdym oddechem, promieniami słońca kryjącymi się za chmurami, nawet podczas wielkich zachmurzeń.
Burza jest pozytywna, bo przynosi deszcz, a wraz z deszczem przychodzi życie.
Życie dla zwierząt, ludzi i roślin.
W złych rzeczach widać dobro.
Nawet jak go nie widać, to pozostaje wiara w lepsze jutro.
Życie jako pesymista musi być bardzo ciężkie.
Wszystko jest przygnębiające.
W słoneczny dzień jest źle. W deszczowy, jeszcze gorzej.
Nic nie przynosi szczęścia.
Życie jest straszne, współczujesz każdej osobie, czy to młodej, czy starej.
Współczujesz zwierzętom i rośliną.
Nic nie potrafi przynieść prawdziwego szczęścia.
Życie w depresji jest negatywne.
Przynosi wiele cierpienia.
Myśli samobójczych i złych czynów.
Ale są plusy.
Tak. Plusy w tym wielkim bagnie zwanym życie.
Widzę więcej niż inni. To jest fakt.
Rozmyślam nad sensem istnienia.
Z początku czułam się z tym dziwnie.
Czułam się strasznie.
Zadawałam sobie pytanie, dlaczego ja to ja, dlaczego nie urodziłam się jako ktoś inny.
Co się ze mną stanie kiedy umrę. Czy moja świadomość będzie, gdzieś tam krążyć po świecie bez celu.
Teraz wiem, że żyję. Już się nie obawiam śmierci.
Nie boję się co się ze mną stanie kiedy moje życie się skończy.
Gdzieś tam wciąż będę.
Nie przeraża mnie wizja siebie gdzieś w ziemi, bo wiem, że potem wciąż mnie coś czeka.
Śmierć nie jest moim wrogiem.
Nigdy nim nie była.
Życie też nim nie jest, ono dało mi po prostu wolną rękę.
Jednak wciąż decyduje, kiedy się zakończy.
Ustala to ze śmiercią.
Życie i śmierć, to nie wrogowie.
Życie i śmierć jest jak księżyc i słońce.
Kochają się.
Nie mają prawa bytu bez siebie nawzajem, ale nie mogą ze sobą być.
Nawet oni odczuwają stratę. Byli z nami przez cały ten czas.
Są smutni, kiedy czyjeś życie się skończy, ale tak to wygląda.
Ich plany są często krzyżowane, kiedy jakaś zagubiona dusza zdecyduje za nich, ale oni nie są źli. W końcu sami tak ustalili. Życie dało nam wolną rękę co do wyborów, a śmierć się z tym zgodziła.
Cierpią, kiedy sami podejmiemy tą decyzje, ale ją rozumieją.
poniedziałek, 2 grudnia 2019
Grudzień.
Dzisiaj już grudzień.
Jak to szybko minęło, normalnie mam wrażenie, jakby wczoraj było to sierpniowe popołudnie i gorąc spowodowany 60 stopniami.
Nie ma śniegu.
Ani nawet żadnego śladu nadejścia lub odejścia.
Nic.
To pewnie dlatego.
Co ja gadam.
To na pewno dlatego.
Niedługo święta i śniegu też nie będzie.
Jeszcze 10 lat temu, nie pomyślałabym, że mogą być święta, czy chociażby zima bez śniegu.
A tu proszę.
10 lat temu byłam dzieckiem. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy.
Ale dorośli zdawali.
Nikt z tym nic nie robi.
Wszyscy narzekają na gorąc w lecie, czy brak śniegu w święta, ale nikt z tym nic nie robi.
Tacy są właśnie ludzie.
Do narzekania pierwsi, ale do zapobiegania ostatni.
Śnieg pozostał tylko na ekranach.
Obejrzałabym sobie jakiś świąteczny film, ale nie mam z kim, więc chyba obejrzę sobie coś sama.
Tylko nie wiem co.
Kevina znam na pamięć, poza tym pewnie w tv będą puszczać.
Wyszukam coś na necie, jakieś top 10 filmów świątecznych, bądź coś w tym rodzaju.
Nie chcę szaleć jeszcze ze świątecznymi rzeczami typu filmy, dekoracje itd., ale nic nie robię, więc czas ten bardzo szybko minie.
Chcę wymienić sobie pościel na świąteczną, powiesić lampki i inne ozdoby. Od kilku lat chcę kupić choineczkę, taką małą białą, żeby było ładnie, ale mój pokój jest brzydki. Nie wygląda tak jakbym chciała, a nie wiem, kiedy nadejdzie moment remontu.
Wypadałoby pójść do pracy, wtedy bym nie musiała tyle czekać.
Ale boję się ludzi, więc to bez sensu.
Boje się ich i nienawidzę jednocześnie. XDD.
Ostatnio przesłuchałam sobie piosenkę Sulli Goblin. Szkoda, że po tym jak umarła.
Bardzo mi się podoba ta piosenka.
Nikt nie czyta tego co tu dodaję XD.
Smutno.
Niby mi na tym nie zależy, bo piszę tak bardziej dla siebie, ale kiedy nie widzę liczby przy oczku to nie chcę mi się pisać.
Chociaż tu jest szybciej niż w zeszycie.
Będę to robić dalej.
Jak to szybko minęło, normalnie mam wrażenie, jakby wczoraj było to sierpniowe popołudnie i gorąc spowodowany 60 stopniami.
Nie ma śniegu.
Ani nawet żadnego śladu nadejścia lub odejścia.
Nic.
To pewnie dlatego.
Co ja gadam.
To na pewno dlatego.
Niedługo święta i śniegu też nie będzie.
Jeszcze 10 lat temu, nie pomyślałabym, że mogą być święta, czy chociażby zima bez śniegu.
A tu proszę.
10 lat temu byłam dzieckiem. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy.
Ale dorośli zdawali.
Nikt z tym nic nie robi.
Wszyscy narzekają na gorąc w lecie, czy brak śniegu w święta, ale nikt z tym nic nie robi.
Tacy są właśnie ludzie.
Do narzekania pierwsi, ale do zapobiegania ostatni.
Śnieg pozostał tylko na ekranach.
Obejrzałabym sobie jakiś świąteczny film, ale nie mam z kim, więc chyba obejrzę sobie coś sama.
Tylko nie wiem co.
Kevina znam na pamięć, poza tym pewnie w tv będą puszczać.
Wyszukam coś na necie, jakieś top 10 filmów świątecznych, bądź coś w tym rodzaju.
Nie chcę szaleć jeszcze ze świątecznymi rzeczami typu filmy, dekoracje itd., ale nic nie robię, więc czas ten bardzo szybko minie.
Chcę wymienić sobie pościel na świąteczną, powiesić lampki i inne ozdoby. Od kilku lat chcę kupić choineczkę, taką małą białą, żeby było ładnie, ale mój pokój jest brzydki. Nie wygląda tak jakbym chciała, a nie wiem, kiedy nadejdzie moment remontu.
Wypadałoby pójść do pracy, wtedy bym nie musiała tyle czekać.
Ale boję się ludzi, więc to bez sensu.
Boje się ich i nienawidzę jednocześnie. XDD.
Ostatnio przesłuchałam sobie piosenkę Sulli Goblin. Szkoda, że po tym jak umarła.
Bardzo mi się podoba ta piosenka.
Nikt nie czyta tego co tu dodaję XD.
Smutno.
Niby mi na tym nie zależy, bo piszę tak bardziej dla siebie, ale kiedy nie widzę liczby przy oczku to nie chcę mi się pisać.
Chociaż tu jest szybciej niż w zeszycie.
Będę to robić dalej.
poniedziałek, 25 listopada 2019
Joker.
Przed chwilą obejrzałam film ,,Joker''.
Tak, ten nowy z tego roku.
Opinię są w głównej mierze pozytywne, ale oczywiście te drugie też są.
Nawet mi się podobał.
Nawet.
Tylko i wyłącznie dlatego, że widzę podobieństwo zachowania do mojego.
Nie pokoi mnie to trochę, ale tylko dlatego, że nie chce zostać zamknięta w wariatkowie.
Żarcik w programie. HAHAHA przezabawny HAHAHA.
I prawdziwy.
Kiedy powiedzą o tym publicznie, wszystkim jest żal.
Kiedy ktoś by umarł na ulicy, wszyscy by omijali.
Ludzie są tacy.
Myślą tylko o sobie.
Nie widzą cierpienia innych.
Aktor świetnie zagrał swoją rolę, a ja poczułam, że na świecie nie tylko ja mam takie problemy.
Nie tylko ja uważam, że ludzie są beznadziejni.
Nie tylko ja przyklejam uśmiech do twarzy.
I przede wszystkim, nie tylko ja jestem stuknięta.
Ale skoro nie tylko ja oszalałam i jest więcej takich osób, to tak naprawdę nie ma ludzi stukniętych. Wszyscy są tacy. Dla szaleńców normalni są dziwni, dla normalnych, szaleni są dziwni.
Tak to jest.
Tak, ten nowy z tego roku.
Opinię są w głównej mierze pozytywne, ale oczywiście te drugie też są.
Nawet mi się podobał.
Nawet.
Tylko i wyłącznie dlatego, że widzę podobieństwo zachowania do mojego.
Nie pokoi mnie to trochę, ale tylko dlatego, że nie chce zostać zamknięta w wariatkowie.
Żarcik w programie. HAHAHA przezabawny HAHAHA.
I prawdziwy.
Kiedy powiedzą o tym publicznie, wszystkim jest żal.
Kiedy ktoś by umarł na ulicy, wszyscy by omijali.
Ludzie są tacy.
Myślą tylko o sobie.
Nie widzą cierpienia innych.
Aktor świetnie zagrał swoją rolę, a ja poczułam, że na świecie nie tylko ja mam takie problemy.
Nie tylko ja uważam, że ludzie są beznadziejni.
Nie tylko ja przyklejam uśmiech do twarzy.
I przede wszystkim, nie tylko ja jestem stuknięta.
Ale skoro nie tylko ja oszalałam i jest więcej takich osób, to tak naprawdę nie ma ludzi stukniętych. Wszyscy są tacy. Dla szaleńców normalni są dziwni, dla normalnych, szaleni są dziwni.
Tak to jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)