poniedziałek, 25 listopada 2019
Joker.
Tak, ten nowy z tego roku.
Opinię są w głównej mierze pozytywne, ale oczywiście te drugie też są.
Nawet mi się podobał.
Nawet.
Tylko i wyłącznie dlatego, że widzę podobieństwo zachowania do mojego.
Nie pokoi mnie to trochę, ale tylko dlatego, że nie chce zostać zamknięta w wariatkowie.
Żarcik w programie. HAHAHA przezabawny HAHAHA.
I prawdziwy.
Kiedy powiedzą o tym publicznie, wszystkim jest żal.
Kiedy ktoś by umarł na ulicy, wszyscy by omijali.
Ludzie są tacy.
Myślą tylko o sobie.
Nie widzą cierpienia innych.
Aktor świetnie zagrał swoją rolę, a ja poczułam, że na świecie nie tylko ja mam takie problemy.
Nie tylko ja uważam, że ludzie są beznadziejni.
Nie tylko ja przyklejam uśmiech do twarzy.
I przede wszystkim, nie tylko ja jestem stuknięta.
Ale skoro nie tylko ja oszalałam i jest więcej takich osób, to tak naprawdę nie ma ludzi stukniętych. Wszyscy są tacy. Dla szaleńców normalni są dziwni, dla normalnych, szaleni są dziwni.
Tak to jest.
sobota, 23 listopada 2019
Samobójstwo.
Wewnętrzny ból.
Ból istnienia, tak dokładniej.
Wszystko co robiłam zaczęło tracić sens. Z dnia na dzień coraz bardziej, aż doprowadziło mnie to do tego momentu. Momentu, w którym utknęłam.
Nie potrafię sobie z niczym poradzić.
Moje życie nie ma sensu. Tak dosłownie.
Jeszcze rok temu jakoś dawałam sobie z tym radę.
Ale teraz, cholera, niech to wszystko szlak trafi.
Odkąd pamiętam bałam się wszystkiego. Pająków, zjazdu na sankach z góry boiska, spóźnienia do domu, nawet o te 5 minut, wywołania do tablicy, rozmowy z ludźmi. No rzecz biorąc wszystkiego. Niektóre lęki się pogłębiły.
Społeczeństwo nazwało by to nieśmiałością.
Specjaliści introwertyzmem.
Ale ja wiem, że to coś innego. Coś gorszego, co zjada mnie od środka. Bardzo powoli, bierze sobie mnie po troszeczku, czasami pozwala sobie na więcej mnie, ale wtedy zaczynam świrować i odpuszcza na moment. Nieraz zaczyna się nudzić i daje mi spokój na kilka dni, ale potem zjada moje szczęście z jeszcze większą zachłannością.
Zjada nie tylko szczęście. Pożera mój rozum, moje myśli, moje czyny.
Wszystko co było moje staje się jego. Próbuję z tym walczyć, ale powoli bardzo wolno, zaczynam się poddawać. Tak wolno jak to mnie pożera, tak wolno ja się poddaję.
Ale wciąż obie te rzeczy idą do przodu.
Wracając do strachu. Mojego strachu i przerażenia otaczającym światem. Boję się też śmierci.
To znaczy bałam się.
Śmierć to nie jest mój wróg. Już nie.
To przyjaciel, który może dać ukojenie. I chcę to zrobić. Śmierć chce mnie uratować, przed tym co mnie pożera.
Spytacie, czy mam depresje?
Bardzo możliwe, ale co z tego.
Kto się tym przejmie.
Chciałam sobie pomóc, kiedy nikt tego nie zauważał.
Nie zauważał mojego wołania o pomoc.
Próbowałam pokazać innym, że coś jest nie tak. I się udało. Zauważyli to, ale nic z tym nie zrobili.
Nie będę nikogo oskarżać o nic. Nie chcę żeby inni cierpieli, dlatego, że podjęłam taką, a nie inną decyzję. Tak. Chcę sama dokonać wyboru, tego ostatecznego. Tego, który zakończy jedno i rozpocznie drugie.
Chcę, ale nie potrafię.
Nie potrafię zrobić tego teraz.
Boje się, że coś mnie ominie.
Że stanie się coś jeszcze ważnego, a mnie to tak po prostu ominie.
Ktoś chcę to zatrzymać? Bardzo proszę, ale nikt nie zatrzyma tego co mnie zjada. To się tak po prostu nie podda. Dostanie to czego chce i zaśmieję się wam w twarz.
piątek, 22 listopada 2019
Doktor Sen.
Jakiś czas przed pójściem na film przeczytałam książkę i wiecie co ... ?
Książka o wiele lepsza.
Nie jest to chyba tajemnica co?
W filmie niektóre wątki są tak pozmieniane, że cały film sprawia wrażenie innego niż książka.
To znaczy mniej więcej jest tak samo i koniec końców dzieje się niby tak samo jak w książce, ale jednak.
Film sam w sobie ma specyficzny styl.
Nie wiem do końca czy coś mi nie odpowiadało, czy o co chodzi, ale wiem, że spać mi się chciało.
Gdyby nie fakt, że poprzez to, iż przeczytałam książkę, oglądając film myślałam, że o teraz powinna być ta scena, a potem zostanie jeszcze to i to i wiedziałam ile muszę jeszcze czekać na koniec.
Nie żałuję pójścia na ten film.
Nie.
Był spoko.
Szału nie było.
Film był po prostu spoko.
Nic więcej.
Jedna z rzeczy, które zadziały się w filmie i miałam, aż takie, że WOW, to kiedy była scena małego bejsbolisty (nie będę spojlerować, co tam się takiego zadziało), ale wtedy sobie pomyślałam ,,Kurde, ale dobry aktor z tego małego. Normalnie jakby działo się to naprawdę".
I tyle, jeśli chodzi o Doktora Sen.
Nie wiem, co jeszcze bym mogła dodać XDD.
Nigdy nie byłam dobra w pisaniu rzeczy takich jak to. Rozprawek, recenzji, streszczeń itd.
Zastanawiam się, czy naprawdę warto czytać najpierw książkę, a dopiero później oglądać film, bo za każdym razem, kiedy najpierw czytam książkę, a potem oglądam film to się zawodzę.
W sensie nie potrafię spojrzeć na film w takim sensie jakby to było coś innego, tylko się doszukuje podobieństw i zmian jakie zaszły podczas tworzenia filmu.
Zawsze moim przykładem jaki podawałam między książką i filmem był Nerve. Znajoma pożyczyła mi tą książkę, bo chciałam ją najpierw przeczytać, a potem obejrzeć film. No i niby spoko. Przeczytałam książkę i stwierdziłam, że spoko, ale potem przyszedł czas na film. I co? No ogólnie niby coś tam było podobne do książki, ale tak jakby tylko ogół historii był ten sam i niektóre sceny, bo poza tym sprawiał wrażenie kompletnie czegoś innego. Jakby osoba tworząca film bardzo mocno się inspirowała książką. I tyle.
piątek, 15 listopada 2019
Sen.
wtorek, 12 listopada 2019
Piękno i ból.
Nie tak jak to ja bym patrzyła, ale tak jak inni mogą mnie postrzegać.
Nie jestem straszna.
To dlaczego te myśli do mnie wracają.
Czuje jakby moje życie nie należało do mnie. Jakby wszystko co się działo było snem.
Nie. Nie jest tak zajebiste.
Wręcz odwrotnie. Jest okropnie.
Nie wiem tylko dlaczego.
Zadaje sobie to pytanie. Dlaczego to spotyka mnie.
Potrafię mieć optymistyczne myśli, ale te pesymistyczne też. Nie rozumiem dlaczego tak jest.
Nie potrafię się określić.
Nie potrafię wybrać.
Wybór jest wciąż tak trudny.
Nie wiem kim jestem.
Nie wiem nawet czego chcę. Mam pragnienia, chcę je spełnić, ale się boję.
Chcę byś znana.
Nie.
Nie powiem, że sławna, bo to płytkie określenie.
Odkąd zaczęłam być bardziej świadoma, zapragnęłam być znana.
Wtedy, w podstawówce, żeby pokazać wszystkim, że jestem kimś i nie chcę żeby ludzie myśleli inaczej. Jestem sobą i niech tak pozostanie.
Jednak lata mijały, a wraz z nimi moje postrzeganie świata.
Nie było już tak jak wcześniej. Podstawówka się skończyła, jednak chęci pozostały, a nawet bardziej się rozwinęły.
Następny poziom. - Gimnazjum.
Chęć bycia znaną, by coś zmienić.
By mieć wpływ na innych. Chciałam żeby ludzie byli dla siebie dobrzy, jednak zaczęłam ich nienawidzić. Dlaczego? Tego też nie wiem.
Widzę w każdym dobro, ale też zło. Ktoś lśni, ale gdy tylko się odwróci zaczyna gasnąć.
Liceum nie przyniosło nic innego jak cierpienie.
Wewnętrzny ból. Skąd on się bierze do cholery?
Tyle dobrego jest wokół, ale ja zauważam tylko zło.
Zło, cierpienie i ból.
Nie chcę zostać zapomniana.
Chcę by ludzie się rozumieli.
Rozumieli siebie i innych.
Kiedy myślisz o innych oni myślą o Tobie.
A wtedy wciąż Cię pamiętają.
Nie tylko wtedy, kiedy sami cierpią.
Zacznijmy zauważać ból, który nas otacza. Nie ograniczajmy się tylko do szczęścia.
poniedziałek, 11 listopada 2019
Halloween
Dzisiaj halloween, niektórzy uznają to jako święto, inni jako okazje do zabawy, a jeszcze inni nie chcą nawet słyszeć tej nazwy. Nie będę tutaj opisywać genezy powstania, ani niczego podobnego, jednak polecam każdemu poczytać troszeczkę na ten temat, i tym świętującym i tym nie.
Ja osobiście bardzo lubię klimat halloween. Nie jest to dla mnie jako tako święto, a raczej bardziej impreza or something. Lubię zrobić jakąś charakteryzację, obejrzeć horror i najeść się słodyczy. (Oczywiście nie potrzebuje do tego specjalnej okazji, bo w moich żyłach płynie cukier, a ja jestem odzwierciedleniem horroru😅). Nie wiem, co mogę na ten temat jeszcze dodać, bo chce mi się spać, jak zwykle zresztą, ale jest fajnie, więc napiszę coś innego, co nie wiem do końca czy mnie dobija, śmieszy, czy będzie to powód nawrotu depresji XD.
W gimnazjum miałam głupią sytuację związaną z osobami z mojej klasy i karma wraca. I to tak na poważnie. Tyle, że nie wiem, czy do mnie czy do osoby, która była jedną z głównych osób w to zamieszanych. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok, ale to się zobaczy.
PS:Miałam dzisiaj kurwicę XD. Chciałam zamówić książki Stephena Kinga, ale karta odmówiła posłuszeństwa. Spędziłam 2h przed kompem, a w ostateczności zamówiłam jedną mange. Fuck logic w ogóle.
Znowu sama.
Nienawidzę się przywiązywać do kogoś, a robię to za każdym razem. Czy chęć posiadania przyjaciela, jest aż tak zła? Bycie zawsze samemu nie jest wcale takie fajne. Kiedyś lubiłam samotność. Byłam tylko ja i moje myśli, później przyszła jeszcze muzyka, a teraz ? Teraz to wszystko mnie wykańcza.
Poznałam kogoś kto miał podobne problemy do moich, a znajdował się na drugim końcu ziemi. Jak zwykle się pomyliłam w obliczeniach lojalności ludzi. Nigdy nie byłam dobra z matmy, ale lekcje jednak się różnią od życia. No chyba że są to lekcje życia. No więc człowiek ten niby wyraża chęć rozmowy, ale tak nie do końca i nie zupełnie to okazuje. Kiedy dowiedziałam się, że jest to ktoś bez przyjaciół zrobiło mi się przykro, bo ja sama mam znajomych jak każdy(chociaż chyba nie do końca), ale to nie to samo co przyjaciel. Miałam nawet wyrzuty sumienia, że ja kogoś mam, a ten osobnik nikogo, ale wiecie co ? Ta osoba nie miała raczej żadnych uczuć do mnie. Nie mówię tu o miłości, bo raczej w nią nie wierzę, ale kilka wiadomości dziennie nikogo by nie zbawiło.
Nie ufam ludziom, jednak zawsze daje im szansę, nawet jeśli jest to któraś z kolei. Zostaje później sama, a ten ktoś układa sobie życie, żeby za kilka dni, miesięcy, a nawet i lat wrócić do mnie ze swoimi problemami, których już nie dzielimy i wiecie co ? Wpuszczam ich z powrotem do swojego życia z lekkimi wątpliwościami, ale to robię. Oni niszczą mój spokój, który jako tako sobie zbudowałam przez kolejne lata samotności i krwawej nadziei na lepsze .. jutro ? Nevermind. Jednak wcale nie dziwi mnie fakt, iż oni znowu odejdą, ale ja zawsze wpuszczę ich znowu i znowu.
Ktoś zada pytanie po co to robię.
Szczerze ?
Nie wiem. Wygląda na to, że chyba lubię cierpieć.