piątek, 15 listopada 2019

Sen.

Nie mogłam zasnąć.
Znowu.
Niby moje oczy dają mi do zrozumienia, że jestem zmęczona, ale mózg nie chce przejść w stan odpoczynku. 
Ale się udało.
Zasnęłam.
Spałam źle i wciąż się budziłam, ale chyba powinnam się cieszyć z tego, że w ogóle spałam, czyż nie tak?
Przed spaniem o czymś myślałam, ale nie pamiętam dokładnie o czym.
To była zwykła myśl, która przemknęła mi przez głowę.
Pamiętam tylko tyle, że zadałam sobie pytanie, czy to co robię się kiedyś skończy.
Czy starania i nadzieje mają jakikolwiek sens.
Czy uda mi się przestać bać życia i wezmę się za coś normalnego.

Nie jestem nawet pewna, czy ta myśl to nie był przypadkiem jakiś sen.
Ale potem śniło mi się coś jeszcze innego.

Może najpierw powinnam przedstawić kilka spraw, żeby było wiadomo o co chodzi.
Czy powinnam się czegoś obawiać, czy podjąć jakieś kroki?
Tego nie wiem.

W liceum chodziłam do dwóch szkół. Nie, że tak na raz, ale się przeniosłam najpierw z jednej do drugiej, a potem z tej drugiej z powrotem do tej pierwszej. To ma głębszy sens niż się może w początku wydawać. To nie tak, że jestem jakaś ułomna i nie potrafię się określić, chociaż tak też jest. (w sensie z tym określeniem się (bardziej chodzi o osobowość)).

Chodzi o to, że ta pierwsza szkoła, do której chodziłam była w moim mieście, bo była takim ostatnim wyborem, ale nie miałam tam nikogo. Moja jedyna znajoma, z którą utrzymywałam kontakt przez bardzo długi czas była w tej drugiej szkole. Czułam się wyobcowana, kiedy okazało się, że z moją nową klasą nie potrafię się dogadać nawet, jeśli to były dopiero 2 dni. Trułam rodzicom o tym, że chcę się przenieść itd. I się udało. W pierwszym semestrze mi nie szło. To znaczy na początku było wszystko ok, udzielałam się w dodatkowych rzeczach i wg, jednak później coś poszło nie tak i zaczęło się wszystko sypać. Miałam 7 zagrożeń. XDD Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Przez to co się wtedy działo, nie tylko złe oceny, ale inne bardziej skomplikowane lub nie rzeczy, miałam depresje. 

Nie żałuję decyzji podjętej przeze mnie te kilka lat temu. Poznałam kilka fajnych osób, a klasa, z której na początku się wyniosłam okazała się moją najlepszą klasą ever.

I na tym się skończyła moja edukacja. Nie potrafię się w sobie zebrać i pójść na studia, ani do pracy. Męczy mnie to, że wszyscy mi narzucają podjęcie decyzji, o której ja nie chcę nawet myśleć, ale inni co jakiś czas mi o tym mówią, a ja kiedy to słyszę czuje się jakby setki miliardów igieł wbijały się w moje ciało.

Ale wracając do sedna tego tematu.
Bo chodzi tu o mój sen, pamiętajmy o tym.

Śniło mi się, że poszłam do szkoły. Ni to studia, ni szkoła policealna. Znowu za znajomymi, którzy tam byli, a ja nie chciałam być sama, więc podjęłam takie same kroki jak oni. Niektórzy się już znali, tak że czułam się trochę dziwnie, co najmniej jakbym była tam nowa, chociaż oni sami poznali się na jakimś spotkaniu, które ktoś zasugerował, a nie było na nim nawet wszystkich. Porobiły się grupki osób, które chodziły do tych samych szkół w latach poprzednich, a niektórzy patrzyli krzywo na innych. Ja rozmawiałam z osobami z liceum i jednej szkoły i drugiej.Dowiedziałam się, że (nazwijmy ją J.M..), żeby nie podawać tutaj imienia, chociaż to jego pierwsza litera XD, nie będzie z nami się uczyła, bo poszła na inne studia już rok temu i nie chcę teraz od nowa wszystkiego zaczynać i marnować tamtego roku, i W. chodziła do tej samej szkoły, ale rok wyżej, bo zaczęła ją rok temu i nie mogła się przenieść, ale i tak chodziłyśmy przynajmniej do tej samej szkoły.
Zadzwonił dzwonek, że mamy iść do klasy na lekcje, a szkoła była jakby połączeniem mojej podstawówki i liceum tego drugiego. Weszliśmy do klasy, a ławki były jakoś dziwnie poustawiane i ja nie miałam gdzie usiąść, bo chciałam obok kogoś kogo znam, nie z przodu i nie na samym widoku, ale były tylko dwa wolne miejsca i wszyscy się na mnie patrzyli, więc usiadłam na pierwszym lepszym miejscu, które było. 
Okazało się, że mamy matmę. Ogarnęło mnie przerażenie, bo nauczyciel wydawał się surowy, a ja nie pamiętałam nic z matmy z poprzednich lat. Zaczął zadawać pytania, a ja zestresowana próbowałam się schować za plecami osoby, która siedziała przede mną. Nagle nauczyciel zwrócił uwagę chłopakom, którzy siedzieli obok mnie, że mają zdjąć plecaki z ławki i usiąść się po ludzku. Ja się odwróciłam w ich stronę, bo jeden z nich coś do mnie mówił i nagle przyszedł mój kuzyn, który coś się mnie pytał i mówił, że coś tam moja mama ode mnie chcę, a ja mu mówiłam, że teraz nie mogę, bo mam lekcje i, że ma się usiąść, a potem jak się skończy ta lekcja to ja zadzwonię po ciocię, żeby po niego przyjechała, czy coś tam. On się usiadł w ławce obok mnie, bo nagle było miejsce i zaczął wyjmować jakieś rzeczy z plecaka. Jakieś zabawki itd. Ten nauczyciel zaczął mówić, że mamy się wszyscy zachowywać i dalej zwracał uwagę tamtym chłopakom, a oni zaczęli do mnie mówić, że mam też ogarnąć tego dzieciaka, bo go tu nawet nie powinno być. To zaczęłam mu mówić, że ma zdjąć buty, założyć kapcie i wziąć nogi na dół, bo nie jest w domu, żeby się tak zachowywać. On się posłuchał i to zrobił, ale zaraz usiadł się po turecku i ten nauczyciel coś już chciał zacząć mówić, tak samo tamci chłopacy i ja taka zdenerwowana głośniej do niego zaczęłam mówić, że ma mnie słuchać, bo zaraz będzie sam na korytarzu siedział i wróci do domu też sam, bo ja mu nie pomogę itd. i wszyscy na mnie zaczęli patrzeć, z takimi wyrzutami, jak ja mogłam się tak do dziecka biednego odezwać i wg. i ja coś tam zaczęłam mówić i miałam taką panikę i mówię, że niech on tu zostanie, niech robi co chcę, osoby z klasy niech go pilnują przez chwilę, bo ja muszę wyjść, bo zaraz wybuchnę i go rozsadzę albo siebie, że nie wytrzymam zaraz i wg i wyszłam z klasy na jakąś klatkę schodową i zaczęłam krzyczeć. 
Potem stwierdziłam, że muszę przestać, bo jeszcze ktoś pomyśli, że coś się stało i zrobi nie potrzebnie zamieszania. Szłam do góry po jakichś schodach, nawet nie wiem gdzie i nagle moja znajoma wyszła i podeszła do mnie i zaczęła mówić, że się wszyscy zastanawiają, czy wszystko jest ok, bo słyszeli jak krzyczałam, ja powiedziałam, że nie potrzebnie przychodziła i potem się jej spytałam, czy jak bym przez tydzień nie przychodziła na zajęcia to, czy by mnie wyrzucili, a ona, że nie, że mogłam być po prostu chora. I ja już wróciłam do tej klasy i już nauczyciela i mojego kuzyna nie było, bo go ciocia zabrała, bo on do niej SMS'a napisał i ja powiedziałam, że nie będzie mnie do końca tygodnia, bo muszę sobie wszystko przemyśleć, bo chyba nie jestem na siłach żeby chodzić do szkoły, na studia i w ogóle żyć tak jak kiedyś i oni powiedzieli, że dobrze, że nic się nie stało, że mogą nawet na mnie poczekać i kiblować specjalnie, żeby za mną poczekać, aż wszystko będzie dobrze. I po tej całej akcji nagle się okazało, że jest koniec lekcji już i wszyscy się zwinęli do domu, w sensie inne klasy i już sprzątać zaczęli wszystko itd. i ja szłam tam z J. i W., bo W. chciała mnie odprowadzić na autobus, a J. jechała razem z nami i ja zobaczyłam nagle na podłodze jakąś zakładkę do książki z mangi yaoi (ci co wiedzą co to to wiedzą) i poszłam po nią i potem poszłyśmy do góry, bo one mówiły, że coś muszą jeszcze załatwić i ja poszłam z nimi i okazało się, że oni jakieś zdjęcia ze mną porobili i wg i je tam zaczęli puszczać i jakieś słowa z muzyką były puszczane i ja się popłakałam na tym i to było coś mniej więcej takiego, w sensie z przekazu, że nie żałują czasu spędzonego ze mną i mają nadzieje, że wszystko będzie dobrze, ale że jak mam już dosyć tego wszystkiego i chcę odejść to nie będą mnie za to winić i będą dobrze wspominać to co razem przeszliśmy. I jeszcze było coś takiego, że ja się zaczęłam z nimi przytulać i nawet z osobami, z którymi ten kontakt był słaby, głównie jakieś 'hej' i kilka słów zamienionych, że mówili do mnie, że jestem spoko i bardzo mnie polubili, nawet jeśli znali mnie krótko i nie mieli czasu się zbytnio ze mną zaznajomić i taka M. powiedziała do mnie, że jestem bardzo dobrą osobą, a ona przeważnie nic nie mówiła tak od siebie i ją przytuliłam i się obudziłam.

Nie wiem co mam myśleć o tym śnie. Od dłuższego czasu w mojej głowie dzieją się różne rzeczy. Mam dziwne myśli, które nie wiem jak interpretować, a dzisiaj jeszcze taki sen. 
Mogę z tego wywnioskować, że oni by mi wybaczyli ta czego bym dokonała, ale nic ze strony rodziny nie dostałam. Nie wiem jak oni by się czuli, więc to decyzja musi zostać podjęta kiedy indziej.

Nie czuję przywiązania do ludzi.
Nie czuję tego bliskiego kontaktu z kimkolwiek.
Nie potrafię się do kogoś zbliżyć.
Wszystkich trzymam na dystans.
Nikomu nie ufam.
Nienawidzę rozmawiać o swoich uczuciach, w szczególności z kimś kogo znam.
Jedak jak mi na kimś zależy to oddaję całą siebie.
Dla bliskich znajomych i rodziny jestem oziębła, ale dla tej specjalnej osoby ujawniam wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz