Odczuwam ciągły ból.
Wewnętrzny ból.
Ból istnienia, tak dokładniej.
Wszystko co robiłam zaczęło tracić sens. Z dnia na dzień coraz bardziej, aż doprowadziło mnie to do tego momentu. Momentu, w którym utknęłam.
Nie potrafię sobie z niczym poradzić.
Moje życie nie ma sensu. Tak dosłownie.
Jeszcze rok temu jakoś dawałam sobie z tym radę.
Ale teraz, cholera, niech to wszystko szlak trafi.
Odkąd pamiętam bałam się wszystkiego. Pająków, zjazdu na sankach z góry boiska, spóźnienia do domu, nawet o te 5 minut, wywołania do tablicy, rozmowy z ludźmi. No rzecz biorąc wszystkiego. Niektóre lęki się pogłębiły.
Społeczeństwo nazwało by to nieśmiałością.
Specjaliści introwertyzmem.
Ale ja wiem, że to coś innego. Coś gorszego, co zjada mnie od środka. Bardzo powoli, bierze sobie mnie po troszeczku, czasami pozwala sobie na więcej mnie, ale wtedy zaczynam świrować i odpuszcza na moment. Nieraz zaczyna się nudzić i daje mi spokój na kilka dni, ale potem zjada moje szczęście z jeszcze większą zachłannością.
Zjada nie tylko szczęście. Pożera mój rozum, moje myśli, moje czyny.
Wszystko co było moje staje się jego. Próbuję z tym walczyć, ale powoli bardzo wolno, zaczynam się poddawać. Tak wolno jak to mnie pożera, tak wolno ja się poddaję.
Ale wciąż obie te rzeczy idą do przodu.
Wracając do strachu. Mojego strachu i przerażenia otaczającym światem. Boję się też śmierci.
To znaczy bałam się.
Śmierć to nie jest mój wróg. Już nie.
To przyjaciel, który może dać ukojenie. I chcę to zrobić. Śmierć chce mnie uratować, przed tym co mnie pożera.
Spytacie, czy mam depresje?
Bardzo możliwe, ale co z tego.
Kto się tym przejmie.
Chciałam sobie pomóc, kiedy nikt tego nie zauważał.
Nie zauważał mojego wołania o pomoc.
Próbowałam pokazać innym, że coś jest nie tak. I się udało. Zauważyli to, ale nic z tym nie zrobili.
Nie będę nikogo oskarżać o nic. Nie chcę żeby inni cierpieli, dlatego, że podjęłam taką, a nie inną decyzję. Tak. Chcę sama dokonać wyboru, tego ostatecznego. Tego, który zakończy jedno i rozpocznie drugie.
Chcę, ale nie potrafię.
Nie potrafię zrobić tego teraz.
Boje się, że coś mnie ominie.
Że stanie się coś jeszcze ważnego, a mnie to tak po prostu ominie.
Ktoś chcę to zatrzymać? Bardzo proszę, ale nikt nie zatrzyma tego co mnie zjada. To się tak po prostu nie podda. Dostanie to czego chce i zaśmieję się wam w twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz