***
- Pospiesz się Leo! - Krzyknął z dołu jego ojciec. Nienawidził, kiedy ktoś się spóźniał.
- Naprawdę muszę jechać? - Zwrócił się do matki.
- Ależ oczywiście. To ogromny zaszczyt dla nas.
- Zaszczyt? Będziemy wśród tych napuszonych ludzi, którzy kiedy tylko nadarzy się okazja próbują wbijać sobie szpile.
- Jesteś jeszcze młody. Nic nie rozumiesz.
- Kochanie ile można czekać na waszą dwójkę? - To znowu ojciec, stał już zniecierpliwiony u dołu schodów.
- Już, już. Założę jeszcze kolczyki i możemy jechać.
- Zawiąż poprawnie tą wstążkę synu. - Bez słowa sprzeciwu, chłopak zrobił co mu ojciec kazał.
***
Siedzieli w wozie. Chłopak wyglądał przez okno, a jego rodzice rozmawiali obgadując każdego, kto miał przybyć.
- Słyszałam, że królewski syn ma być na przyjęciu.
- Doprawdy? Który?
- Ten średni. Młodszy coś złapał, chyba grypę, a najstarszy przygotowuje się do objęcia tronu.
- Ale do tego jeszcze szmat czasu.
- Wiem. Nigdy nie zrozumiem tych królewskich nakazów.
- Nie nakazów, tylko zasad, kochanie.
- Tak, zasad. Przepraszam.
- Jest w Twoim wieku Leo. - Tym razem słowa były skierowane w stronę ich syna.
- Jest w Twoim wieku Leo. - Tym razem słowa były skierowane w stronę ich syna.
- Czemu milczysz Leonardzie? Źle się czujesz? - Odezwał się ojciec.
- Nie. Wszystko jest dobrze.
Zajechali pod pałac, w którym odbywał się bal.
- Zachowuj się tam synu. Nie będziemy tolerować twoich wybryków. I nie próbuj zbliżać się do nikogo z rodziny królewskiej, to że szlachcice nas zaprosili, wcale nie znaczy, że mamy takie przywileje jak oni.
- Dobrze. Nie przyniosę Wam wstydu.
***
Leo stał pod ścianą, rozglądając się w poszukiwaniu wyjścia. Jakaś grupka osób w jego wieku, przygląda mu się od dłuższego czasu. Chłopak ruszył się z miejsca i kątem oka widział, że oni poczynili to samo. Wyszedł przez jakieś drzwi i skierował się korytarzem w stronę ogrodu. Wyglądało na to, że młodzież nie zamierzała dać mu spokoju, wciąż za nim podążając.
- Hej! Stój! - Leo nie zareagował, tylko przyspieszył kroku, mając nadzieje, że kiedy już wkroczy do ogrodu, a jego buty dotkną śniegu, który zasypał wszystko wokół, tamci dadzą mu spokój. Nic bardziej mylnego, oni też przyspieszyli, a wręcz biegli.
- Głuchy jesteś? Wołałem do Ciebie.
- Czego chcecie?
- Nie pochodzisz z rodziny szlachetnej. Ta twoja matka myśli, że jak nasi rodzice wysłali zaproszenie waszej rodzinie, to może się tutaj tak panoszyć?!- Chłopiec był otoczony przez czworo innych chłopaków w jego wieku.
- Daj spokój mojej matce.
- Teraz się za nią wstawiasz? Przecież widziałem, że nie odpowiada Ci ich towarzystwo.
- Nic nie wiesz. Daj mi spokój.
- Dać Ci spokój? Tego właśnie chcesz? Dobra, ale najpierw mała lekcja pokory. - Brunet z krzywym nosem i ustami tak pogryzionymi, jakby go myszy dopadły wymierzył cios chłopakowi w splot słoneczny, po czym inny kopnął go w głowę.
- Hej,hej, hej ! - Krzyknął ktoś schowany za filarami.
- Cóż takiego zrobiłeś, że zasłużyłeś na taką karę? - Powiedział przystojny, młody brunet wyłaniając się z ukrycia, pomagając wstać leżącemu i wręczając mu przy tym chusteczkę.
- Przepraszamy! - Nie wyjaśniając nic więcej cała czwórka ukłoniła się tylko i szybko uciekła z powrotem na sale balową.
- Dokuczają Ci? Kim jesteś, bo nie przyszło mi Cię jeszcze poznać?
- Leo. Wybacz, ale kim ty jesteś?
- Zwą mnie William. Dla przyjaciół Will.
- William? Wybacz, ale nie kojarzę.
- Tym lepiej. Chodźmy, nie wygląda to najlepiej.
- Hej! Stój! - Leo nie zareagował, tylko przyspieszył kroku, mając nadzieje, że kiedy już wkroczy do ogrodu, a jego buty dotkną śniegu, który zasypał wszystko wokół, tamci dadzą mu spokój. Nic bardziej mylnego, oni też przyspieszyli, a wręcz biegli.
- Głuchy jesteś? Wołałem do Ciebie.
- Czego chcecie?
- Nie pochodzisz z rodziny szlachetnej. Ta twoja matka myśli, że jak nasi rodzice wysłali zaproszenie waszej rodzinie, to może się tutaj tak panoszyć?!- Chłopiec był otoczony przez czworo innych chłopaków w jego wieku.
- Daj spokój mojej matce.
- Teraz się za nią wstawiasz? Przecież widziałem, że nie odpowiada Ci ich towarzystwo.
- Nic nie wiesz. Daj mi spokój.
- Dać Ci spokój? Tego właśnie chcesz? Dobra, ale najpierw mała lekcja pokory. - Brunet z krzywym nosem i ustami tak pogryzionymi, jakby go myszy dopadły wymierzył cios chłopakowi w splot słoneczny, po czym inny kopnął go w głowę.
- Hej,hej, hej ! - Krzyknął ktoś schowany za filarami.
- Cóż takiego zrobiłeś, że zasłużyłeś na taką karę? - Powiedział przystojny, młody brunet wyłaniając się z ukrycia, pomagając wstać leżącemu i wręczając mu przy tym chusteczkę.
- Przepraszamy! - Nie wyjaśniając nic więcej cała czwórka ukłoniła się tylko i szybko uciekła z powrotem na sale balową.
- Dokuczają Ci? Kim jesteś, bo nie przyszło mi Cię jeszcze poznać?
- Leo. Wybacz, ale kim ty jesteś?
- Zwą mnie William. Dla przyjaciół Will.
- William? Wybacz, ale nie kojarzę.
- Tym lepiej. Chodźmy, nie wygląda to najlepiej.
***
- A więc jesteś księciem? Wybacz j-ja nie w-wiedziałem. - Powiedział Leo kłaniając się przy tym.
- Tak. Średnim tak dokładniej. Zostałem wybrany jako przedstawiciel rodziny królewskiej na tym przyjęciu.
- Jesteśmy w tym samym wieku. Matka mi powiedziała, kiedy tu jechaliśmy.
- Tak? To chyba dobrze.
- Przepraszam. Nie powinienem. Jesteś księciem, j-ja.
- Daj spokój. Nie lubię tej całej gadaniny. ,,Paniczu nie powinieneś się brudzić, tak nie przystoi'', ,,Proszę się zwracać się do członka, rodziny królewskiej w taki sposób''. Mam 14 lat, nie chcę być tak traktowany, wolę biegać po lesie w deszczowe dni, skakać w kałużach i w ogóle nie przejmować się tą całą etykietą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz